Rozdział 1
Szedłem korytarzem, byłem zmęczony po zajęciach, machinalnie szedłem w strone pokoju, i niechcący wpadłem na...Sashę!! Moje serce zaczęło być dwa razy szybciej.
- Cześć- powiedziałem czując jak miękną mi nogi.
- No hej- odpowiedział z lekkim uśmiechem. Między nami zapadła niezręczna cisza.
- Ja..no...- jąkałem sie,chcąc przerwać ciszę zalegającą miedzy nami, lecz nie wiedząc co powiedzieć. Patrzyłem na jego wysportowaną sylwetkę, rozczochrane blond włosy, prosty nos, łagodne, aczkolwiek męskie rysy twarzy, och..i te jego blade, bardzo kuszące usta. Był niesamowicie przystojny. Tak- był gwiazdą szkoły, i tak- kochałem się w nim. No cóż, nie trudno sie zakochać w kimś takim, zwłaszcza jak się wie, że lubi zarówno dziewczyny, jak i (ku mojej uciesze) chłopców.
-Wiesz... dobrze, że się spotkaliśmy - powiedział, a moje serce niemal wyskoczyło z piersi - mam problem z biologią, a słyszałem, że ty jesteś ekspertem - uśmiechnął się do mnie, a mi mina zrzedła...w sumie czego sie spodziewałem?? Że zaprosi mnie na randkę?? Że rzuci się na mnie i zacznie całować?? Że powie, że mnie kocha i chce ze mną być? Ha, marzenia. Chociaż.. perspektywa siedzenia z nim sam na sam...o tak! Wyszczerzyłem zęby na samą myśl, nie zdając sobie z tego do końca sprawy. Spojrzał na mnie dziwnie, a ja niewiedziałem o co chodzi.
- No to pomożesz mi?? - był ode mnie dwa lata starszy, i był dużo dalej z programem, ale ja kocham biologię, i kiedy tylko mogę to się jej uczę. Nie jestem kujonem czy coś w tym stylu... tylko do biologi mam taki zapał. Znowu zaczął się na mnie dziwnie patrzeć...
-Tak! - powiedziałem z większym entuzjazmem niż powinienem, poczułem jak rumieńce wypływają na moją twarz, spuściłem głowę chcąc je ukryć.
-Pasuje Ci jutro o 19?- spojrzał na mnie, wiedziałem, że zobaczył moje różowe policzki, przez co jeszcze bardziej się zarumieniłem.
-Pasuje- powiedziałem, chcąc uciec stąd jak najdalej.
-To o 19 u mnie w pokoju. Trafisz?- powiedział rozbawiony moim speszeniem.
-Trafię, cześć. - powiedziałem i pomknąłem do siebie. Jak tylko wpadłem do pokoju, szybko poszedłem do łazienki, odkręciłem kran i oblałem sobie twarz zimną wodą. Patrzyłem bezmyślnie w lustro. Jestem ładny wiem o tym, mam brązowe oczy i włosy, łagodne rysy twarzy, mały nosek, widocznie zarysowane usta, których nie jedna dziewczyna mi zazdrościła, do tego wszyscy powtarzają mi, że wyglądam niewinnie i naiwnie. Ale czy jestem w typie Saszy?? Czy on mnie wogóle lubi?? Stałem tak i rozmyślałem nad tym.
Moje rozmyślania przerwał Scott, który wszedł do łazienki.
- Chciałem się umyć, a ty sterczysz tu od pół godziny!- powiedział z wyrzutem. Zdziwiłem się, że upłynęło tyle czasu. Nie miałem ochoty słuchać jego narzekań, więc bez słowa, ominąłem współlokatora i opuściłem łazienkę.Od razu położyłem się na łóżko i zasnąłem.
***
W następny dzień nie mogłem się skupić na zajęciach, ciągle wyobrażałem sobie jak minie moje spotkanie z Sashą. Chciałem, aby była już 19, nie mogłem się doczekać, rozmyślałem nad tym jak by to było, jakby mnie pocałował, niemal czułem jego wargi na swoich, jak wsuwa mi język do środka i zaczyna przyjemnie drażnić moje podniebienie. Zadzwonił dzwonek kończący ostatnią lekcję, poszedłem do pokoju, z zamiarem odrobienia pracy domowej, ale w ogóle nie mogłem się skupić, wiec położyłem się na łóżku wyczekując odpowiedniej godziny.
Zapukałem do pokoju Szashy. Byłem mocno zdenerwowany. Otworzył mi drzwi z uśmiechem.
-Wchodź - Zrobiłem jak powiedział, jego pokój nie różnił się od innych dwa pojedyncze łóżka, dwie szafki nocne, biurko i drzwi prowadzące do łazienki. Stałem tam jak słup, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Siadaj pokażę Ci co muszę umieć- tego było od groma, do tego na początku bardzo wolno wszysto łapał, więc musiałem mu podawać zastępcze przykłady z codziennego zycia, czy porównując do sportu.
- Zaraz będzie sprawdzanie pokoi- powiedział Rayan leżący na łóżku, spojrzałem na niego zaskoczony. Kiedy on tu wszedł?? I jakim cudem go nie zauważyłem?? Zastanawiałem się gorączkowo -musisz się na chwile schować do łazienki.
- Przecież jest jeszcze za wcześnie na sprawdzanie pokoi - spojrzałem na niego jak na debila.
- Jest już po 22 drugiej pewnie już kończą sprawdzać drugi segment.
- Która jest??- niemal krzyknąłem
- No dokładnie 22.17, więc lepiej szybko zmykaj do łazienki. - szybko poszedłem do łazienki nie zapalając światła, gdy tylko zamknąłem za sobą, usłyszałem pukanie i otwieranie drzwi pokoju. Usiadłem na podłodze, ciemność jaka tu panowała, przywołała stare niemiłe wspomnienia, skuliłem się, chcąc by sie to jak najszybciej skończyło.
- Alan? Stało sie coś??- słysząc głos Sashy, podniosłem głowę.
- Poszli już?
-Tak, ale czy coś sie stało??- zapytał z troską, ale ja nie potrafiłem mu tego wytłumaczyć, nie chciałem mu wytłumaczyć.
- Wszystko w porządku - jakby na potwierdzenie swoich słów, szybko wstałem- Tylko co ja teraz zrobię?? Jak mnie przyłapią to mnie zawieszą!
- Dlaczego mieliby Cię przyłapać?
- Bo pilnują korytarzy, a inaczej sie nie dostane do pokoju? - powiedziałem sarkastycznie.
- To zostaniesz tutaj i będziesz spał ze mną - patrzyłem na niego czerwony jak burak.
-Cc...c..coo..?
- No położymy się razem, przecież Cie nie zjem- powiedział swobodnie.
Byłem przeszczęśliwy i jednocześnie onieśmielony. Zapadła cisza.
- Nie mam piżamy - powiedziałem w końcu skrępowany.
-Dam Ci moją jakoś starą bluzkę, to włożysz, dobra?- tak!tak!tak! Byłem przeszczęsliwy.
- Ok- powiedziałem entuzjastycznie.
Po kolei sie umyliśmy, ja byłem ostatni, więc jak wyszedłem z łazienki Sasha już leżał na łóżku, powoli podszedłem do łóżka i wsunąłem się pod kołdrę.
-Co ty taki spięty? Rozluźnij się- uśmiechnął się do mnie. Chciałem się rozluźnić ale nie mogłem, było za ciemno, w pokoju zawsze miałem włączone światło przy łóżku. Zaczynałem się lekko trząść, chciałem mu powiedzieć, żeby włączył lampę, ale co on by na to powiedział?? Uznałby mnie za tchórza, pewnie nie chciałby...
-Czemu się trzesiesz?? - spytał z troską, głaszcząc mnie po głowie.
- Ja...- spojrzałem na niego, ta troska trochę mnie zdziwiła,w końcu pomyślałem: raz kozie śmierć, nie wytrzymam w tej ciemności- ...boje się ciemności.- spuściłem głowę i skuliłem sie oczekując wyśmiania z jego strony, ale ku mojej uldze nic takiego nie nastąpiło. Zapalił tylko lampkę koło łóżka.
- Już dobrze? - zapytał i przytulił mnie do siebie. W jego ramionach poczułem się, jakby przytulał mnie Aleksander, dzięki czemu czułem się bezpiecznie, pokiwałem głową na tak, ułożyłem się wygodniej, mocno do niego przywierając i po chwili byłem już w krainie morfeusza.